Storm Earth and Fire, hear my call! Czyli Wyspa Ol’hon – Ostania Ostoja Szamanow.

Postanowilismy od Irkucka poruszac sie wylacznie stopem, czego owocem bylo wiele zabawnych sytuacji. Pierwsi dobrodzieje okazli sie buriackimi mieszkancami okolic Bajkalu. Podwiezli nas 100 kilometrow, po czym zostalismy pozostawieni na bezkresnym polu. Jednak nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo, poniewaz spotkalismy tam doswiadczonego, moskiweskiego turyste-socjaliste. Rozbilismy wspolnie oboz w ktorym zostalismy uraczeni ciepla kolajca.

Rankiem nasze drogi sie rozeszly. On poszedl przodem, a my pozostalismy na miejscu czekac na stopa. Bardzo sie zdziwlismy kiedy zatrzymal sie obok nas najnowszy model terenowego audi. Okazalo sie, ze w srodku jechala para… niemieckich dyplomatow wraz z rosyjskim kierowca. A gdzie im bylo tak spieszno? Ot, zachcialo im sie lowic ryby z jachtu na Bajkale.

Kolejna niespodzianka byl fakt, ze prom na wyspe okazal sie darmowy, co ucieszylo nas niezmiernie. Jednak poczatkowo pogoda nie zachwycala – bylo chlodno, pochmurnie i zapowiadalo sie na deszcz. Z przystani na wyspie szybko zlapalismy na stopa marszrutke, ktora za darmo zawiozla nas do najwiekszego miasta Olhonu, do Khuziru. Miasteczko to, a raczej spora wioska, sprawiala wrazenie wymarlej i opuszczonej, co po czesci okazalo sie prawda. Wiele domow bylo pustych i popadalo w ruine. Wszechobecna mgla potegowala wrazenie grozy. Poczulismy sie jak w filmie
lub grze RPG. Z kolei po wyjsciu na glowna ulice, uderzyl nas klimat rodem z westernu – szeroka ubita droga, a po obu jej stronach drewniane budynki  o wszelakim przeznaczeniu.

Po zwiedzeniu miasta i zaopatrzeniu sie w prowiant na wieczor, udalismy sie na wybrzeze aby rozbic oboz i rozejrzec sie po okolicy.
Piekno Bajkalu i majestat otaczajacych go gor nie moze byc opisany slowami, a i nasz biedny aparacik nie odda cudownej atmosfery i surowego klimatu tej okolicy. Musicie nam uwierzyc na slowo, jest cudnie i bajecznie.

Jak napisalem we wstepie. Ol’hon uchodzi za jedna z ostatnich siedzib szamanstwa. Wyspa pelna jest kamiennych kregow, znakow, kapliczek czy innych tajemniczych symboli. Kazdy oryginalny kamien czy pieniek wydaje sie miec swoje znaczenie, nazwe i historie. Mieszkancy do dzis trzymaja sie starych tradycji, jak na przyklad skladanie w ofierze papierosow i monet w przydroznych kapliczkach. Spotkalismy nawet jednego szamana, ktory obchodzil rozne punkty na wyspie, spiewal dziwne piesni,  sprawdzal stan kapliczek (Wypisz wymaluj jak w Gothicu 2!) wykonywal niezrozumiale nam rytulaly i medytowal na skalach. Bil od niego wielki spokoj i opanowanie.  Chodzil zawsze rownym, spokojnym krokiem (jak ork z WoWa xD).

My poszlismy spac do namiotu, szamana juz nie spotkalismy. Kolejnego dnia udalismy sie na maly (okolo 15 kilometrow) trekking, ktory skonczyl sie w kolejnej wiosce na wybrzezu.
Tam zlapalismy na stopa ciezarowke, ktorej kierowca kazal nam isc “na zad”. Moze nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, ze paka nie byla niczym zabezpieczona, a na wyspie nie ma czegos takiego jak “droga”. Sa tylko ubite sciezki przez wzgorza i lasy, ktore stanowia trasy marszrutek. Pomimo odrobiny adrenaliny, zabawa byla przednia i dzis wspominamy to jako jedna z najwiekszych atrakcji wyspy.

Kolejny nocleg byl na plazy, na ktory prowadzila strona sciezka wzdluz klifu. Tam postanowilismy zrobic pranie i ognisko. Zbudowalismy na predcke cos, co mialo nam sluzyc jako suszarka.
Wyszlo znakomicie. Jednak ognisko to calkiem inna przygoda. Ogien jak ogien, udalo sie wzniecic, jednak gorzej ze zgrzaniem wody na “goracy kubek”. Nie posiadalismy odpowiedniego naczynia do gotowania, wiec sprobowalismy doprowadzic do wrzenia troszke w talerzyku. Jednak podczas sciagania naczynia z ognia, pokraczna kontrukcja zapadla sie. Tak za jednym zamachem stracilismy zarowno wode jak i ognisko. Zrezygnowani udalismy sie na spoczynek.

Dzien trzeci rowniez obfitowal we wrazenia. Udalo nam sie zlapac wypasionego Land Cruisera, prowadzonego przez zgrana paczke trzech rosyjskich mysliwych. Szybki offroad na cypel wyspy, podziwianie widokow, picie wodki “Bajkal” i piwa “sibirskaja korona” oraz rozmowy w slowianskim gronie wprawily nas naprawde w dobry nastroj. Po pozegnaniu z naszymi znajomymi czekalo nas kolejne 15 kilometrow trekkingu, stop w wojskowym samochodzie (znowu “na zadzie) i obozowisko w przecudnym miejscu, z widokiem na wspanialy zachod slonca i przystan promowa. Po krwawej walce z komarami i innymi insektami (ktorych swoja droga jest tutaj pelno) bylo nam dane podziwiac wspaniale, gwiezdziste niebo. A rano hop na prom, i bezposredni stop do samego Irkucka.

Podsumowywujac – wrazenia niesamowite. Pokochalismy te wyspe, jej przyrode (jest to istny raj dla wszelkiego rodzaju przyrodnikow), klimat oraz mieszkajacych tu ludzi. Polecamy to miejsce naprawde kazdemu. Jak na razie, zdecydowanie najpiekniejsza czesc naszej wyprawy.

Nie napisalem wszystkiego co chcialem, tak jak chcialem. Nie dodalem wszystkich zdjec, a te co dodalem, nie zostaly zrobione tak jakbym sobie tego zyczyl. Trudno, to urok tego typu wypraw. Pytania, sugestie prosze zostawiac w komentarzach lub slac na maila. Postaram sie w miare mozliwosci odpowiedziec.

Pozdrawiamy!

Informacje o Norrc

Jaki Norrc jest, każdy widzi.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rosja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Storm Earth and Fire, hear my call! Czyli Wyspa Ol’hon – Ostania Ostoja Szamanow.

  1. Dezprez pisze:

    Zapomnielismy napisac w notce o zmianie planow. Udajemy sie na poludnie, przecinamy Mongolie i kierujemy sie do Pekinu przez Datong. Kolejna notka za 3-4 dni z Ulan-Bator.

  2. Siuda pisze:

    Szalejesz Marcin :)

  3. Joanna Bak pisze:

    Gratuluje! i zazdroszcze przede wszystkim odwagi i wytrwalosci w dazeniu do realizacji swoich marzen, przepraszam za takie oczywiste wstawki, ale na serio jestem pelna podziwu i trzymam mocno kciuki!

  4. illlcze pisze:

    Ułan Bator <3

  5. Najka pisze:

    Ahhh jestem przepełniona zazdrością i… zachwytem :) Ciesze się, jak po każdej notce, że jesteście cali i zdrowi :). Dziś więcej zdjęć, więc ciut łatwiej wczuć się w wasze przeżycia ^^. Pozdrowienia z (marnej) Polskiej stolicy i czekam niecierpliwie na kolejne relacje :)

  6. Kowal pisze:

    cafe {rzecz.}咖啡馆 [kā fēi ɡuǎn]
    Internet {rzecz.}因特网 [yīn tè wǎnɡ]

    musicie sobie to połączyc, nie znalazłem jednoznacznego tłumaczenia. moze to cos da.
    Bartek nastepnym razem, daj znac czy wiesz cos z AGH i napisz mi prosze na piotrekkowal@gmail.com, jesli nie chcesz na forum. chce zaczac szukac ew. mieszkanie.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s