Pierwsza notka niestety wpadla w trans i znikla ku naszemu zdenerwowaniu, dlatego ponizsza notka bedzie zwiezlejsza, gdyz musimy ruszac w dalsza podroz.
Po upalnym dniu spedzonym w pieknym miescie Ulan-Ude wyszlismy na droge by zlapac marszrutke do polecanego przez Kima kompleksu buddyjskich swiatyn w Iwoginsku. Pod wieczor dojezdzajac do wsi naszym oczom ukazaly sie zlociste dachy Duganow. Spotkalismy podczas tego dnia kilka ciekawych osob : Energoterapeutke z Paryza, ktora przyjechala zglebiac tajniki buddyjskiej filozofii; jej dwie rodaczki, ktore sa w podrozy juz od dwoch miesiecy oraz Rosjanina z glebokiej Syberii, ktory nawet ladnie mowil w jezyku polskim.
Po spedzonej niedaleko swiatyn nocy ruszylismy w kierunku granicy mongolskiej. Wioskowy chirurg, ktory nas podwozil pokazal nam niezwykla ciekawostke tego rejonu. Rosnaca jak chwast na polu rosline . Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu spotkalismy sie z dobrze znana i powszechnie szanowana Marysia ( dla niewtajemniczonych – Marihuana ) Bijac sie z myslami czy nie rozbic obozu i nie przedluzyc sobie wakacji wsiedlismy do samochodu i odjechalismy.
Pod wieczor dotarlismy do granicy, na ktorej panowal tatalny chaos i powszechna nieznajomosc jezyka angielskiego . Noc spedzilismy osobno w Altanbulag- graniczym miescie . Marcin – w hostelu , Ja w namiocie. Wspomne ze miala tej nocy miejsce najwieksza burza jaka mielismy okacje w zyciu widziec . Moim ratunkiem okazal sie samochod rodziny, za ktorym rozbilem namiot.
Kolejny dzien obfitowal w ciekawe przygody. Zaczelo sie od tego, ze ( jak to czesto mialo miejsce ) mily pan zaoferowal podwozke do miejscowosci oddalonej ok 150 km . Kiedy dojechalismy do miasta kierowca zarzadal od nas zaplaty 30 000 Tugrikow ( ok 18 euro) za wykonana usluge i wylegitymowal sie-ku naszemu zdziwieniu- jako taksowkarz . Odmawiajac zaplaty kierowca pojechal z nami na policje, gdzie znajomosc angielskiego nalezala do osobliwosci . po 5 godzinach przyszedl porucznik, ktory wladal tymze jezykiem i wytlumaczylismy mu w czym rzecz. Po godzinach pertraktacji i wysmiewaniu mongolskiego prawa razem z policjantami dalismy taksowkazowi 5 000 – czyli zbilismy cene 6-krotnie. Uradowani taka koleja rzeczy poszlismy na obiad dla vipow i nasze oszczednosci dostaly kelnerki.
Zapytalismy o droge do Ulan- Bator trzech ” Buddow” , ci zaoferowali swoja pomoc w dotarciu do stolicy. Po wielu roszadach ich Land Cruiserow dotarlismy do czegos w rodzaju punktu kontrolnego . Tam wygladajacy jak bossowie mafii Mongolczycy zatrzymali autokar i wyjasnili kierowcy ze powinien nas wziac ze soba . Tak tez uczynil i znalezlismy sie w drodze do Ulan Bator .
Spedzilismy noc w namiocie rozbitym niedaleko elektrowni w miescie i natychmiast po wszchodzie slonca poszlismy zwiedzac ” betonowa stolice “. Rzucilismy okiem na plac suche batora , ktory promieniuje mocarstwowoscia Mongolskich chanow – niestety tylko on . Zarzywajac kapieli slonecznych przy pomniku narodowego bohatera spotkalismy nasze dwie znajome z Francji. Powiedzialy nam one ciekawa rzecz , ze slyszaly od spotkanego policjanta i miejscowych o dwojce turystow z Polski ktorzy jada przez cala Mongolie – do dzis nie wiemy o kogo chodzilo .
Teraz udajemy sie do Panstwa Srodka . Kolejna notatka za 2-3 dni zapewne z Datongu.
Pozdrawiamy wszystkich bardzo serdecznie .














A ja biedny ubolewam, poniewaz moja notka byla taka ladna i dluga, a paskudny mongolski komputer ja zezarl! ;<
Ale po wyprawie, jak sie wszystko unormuje, mam zamiar wszystko zebrac do kupy i stworzyc jedna, solidna i spojna relacje.
Pozdrawiam!
JA mysle Marcin, ze powinienes napisac ksiazke podroznicza :) wiesz byc kolejnym Cejrowskim albo Kapuścińskim :D
No no przygody z Policja to zawsze cos co Polacy wspominaja latami ;]
Teraz bedzie slawni :D jak wiesci dotra do polski to po powrocie moze zaprasza was do jakiegos programu, zebyscie zdali relacje :D
A potem…
Podbijecie cały swiat ^^
Oj synu przyjacielu syna :-) Policja was lubi nie tylko w stronach rodzinnych, ale jak widac na calym globie :-). Slawy wam juz nie trzeba macie jej pod dostatkiem.Niech wam nic po glowach nie chodzi i pilnujcie sie bo… Zazdrosci nie ma konca. Calusy od Anusi. Tesknimy baaaaaaardzo i czekamy. Bawcie sie dobrze i ostroznie. Pozdrawiamy… :-*
cały czas kibicuję i martwię się czekając na kolejny wpis : ) Marcin, wczoraj miałam okazję zwiedzić z Rafałem legendarny Uciechów i salę, w której ponoć kiedyś mocno zabalowałeś – śmialiśmy się razem z tego, jak podczas liceum tak mało ludzi wierzyło, że zrealizujesz swoje plany :) Przypomniałam też sobie, jak staliśmy przy mapie na geografii czy historii i pokazywałeś mi trasę, którą dzisiaj pokonujesz.
Pozdrowienia wielkie dla Ciebie i znajomego. Dacie radę, wierzę w to.
Pingback: Za zimno! Wracamy ! | Przez Fiordy